Bloog Wirtualna Polska
Są 937 743 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko i treściwie

czwartek, 29 marca 2012 13:55

Czasu mało ale z informacji mam tylko tyle, że powstaje książka, bardzo mocno oparta na tym wszystkim co tu znajdziecie. Gdy tylko prace się zakończą i znajdzie się wydawca, to na pewno Was poinformuję o tym fakcie.

Celuję, że będzie to pozycja elektroniczna. Staram się też by było to wydanie papierowe.

Ale czy mi się to uda? Czas pokaże.

Pozdrawiam was ciepło.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330977203,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jestem

wtorek, 07 lutego 2012 20:20

Jestem...

Pozałatwiałem co miałem pozałatwiać. Wziąłem się w  garść i ogarnąłem wszystkie nurtyujące mnie tematy. Ułożyłem wszystko zgodnie z tym jak być powinno. I oto jestem...

Po pierwsze:
Ponownie gram w radiu Asymetria. Najczęściej można mnie posłuchać w środy od 20:00. www.radioasymetria.net Zapraszam.

Po drugie:
Czas najwyższy odkurzyć blogasa i wrócić do starej dobrej formy. Paluszki już mie swędzą(i nie dlatego , że są brudne :P) do pisania. Trochę rzeczy muszę streścić i opisać. A wydarzyło się całkiem sporo.

Ale powoli. Następnym razem napiszę więcej...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330825222,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Nikt nie obiecywał, że będzie lekko ale można sobie pomóc...

czwartek, 10 marca 2011 17:05

Badania wyszły lepiej co jest dobrą wiadomością. Zaczynam już też spokojnie ufać osobie o której wspominałem w poprzednich wpisach. Czasem moja pomysłowa wyobraźnia tak sie nakręci , że nawet najbardziej absurdalna myśl wydaje się rzeczywista. Ale walkę z tym podjąłem. I nawet widzę powoli pierwsze efekty. Pozytywne efekty.

Czasem jak tak się nakręcę na te swoje głupie myśli, że potem jak ją widzę to nie mam siły jej w oczy spojrzeć. Czasem walczę z tymi myślami niczym Kościuszko pod Racławicami. No bo ona cały czas mi pokazuje, że jej zależy a ja(na szczescie juz coraz mniej) mam czasem wątpliwości przez te moje głupotki. I potem jestem wściekły na siebie.

Ostatni mój wkręt. Kolega z pracy kupuje mieszkanie, do mnie przyszedł mail reklamowy o super ofercie na kawalerkę. Napisałem więc do niej, że może szukamy mieszkania bo mam takiego maila. Napisała, że dostała to samo, wiec ponowiłem pytanie czy szukamy? Nie odpisała i moja wyobraźnia spiskowa już zadziałała. Co prawda myśli te zwalczyłem bardzo szybko śmiejąc się z nich ale nerwów mi troche napsuła ta wyobraźnia.

Myśl była następująca. Ze nie odpowiedziała a to znaczy, że coś kombinuje. I zapewne jednak szuka mieszkania, kawalerki. No i za pewne dla niego by mógł w Poznaniu zamieszkać. Wiecie co? Ta myśl mnie zmroziła, szarpnęła, zdenerwowała i powiedziałem sobie BASTA!

Ja rozumiem, że miłość jest ślepa ale na litość Boską chyba bym to zauważył to raz, a dwa, Ona taka nie jest. Na pewno nie Ona. To raczej nie możliwe. I nie dlatego, że nie chcę o tym słyszeć ale dlatego, że ona nie była by tak perfidna. Myślcie co chcecie, mówcie co chcecie a i tak nie uwierze.
Jeśli czytasz to Miśku to proszę... powiedz mi, że tak nie jest. A jeśli jest to proszę o prawdę. Nie zapominajmy, że najgorsza prawda jest setnie razy lepsza od najpiekniejszego kłamstwa.

(Widzicie niby zwalczylem ale takie mysli we mnie ziarnko niepewności sieją i potrzeba mi wtedy choć słowa od Niej, że wszystko jest ok i mam się nie martwić i ja się uspokajam wtedy)

Tak więc moja myśl przegrała w starciu ze mną. Uczę sie być lepszy z dnia na dzień i widzę postępy. I to jest piekne. A i Ona wydaje sie być szcześliwsza i to jest najważniejsze. W konfrontacji z jej szczęściem moje zdrowie schodzi na dużo dalszy plan. Choć też jest ważny. Jednak ona najważniejsza. Oczywiście jedno z drugim (kiepsko to brzmi ale nie mam teraz nic innego na języku) sie mocno wiąże i to jest największa motywacja dla mnie by zdrowieć. ONA!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328883165,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kolejna długa noc...

środa, 02 marca 2011 0:24

Nastała noc. Ludzie powoli w swoich łóżkach oddają się w objęcia snu. Ja trwam... Trwam bijąc się, tocząc coraz to zacieklejsze boje z własnym strachem, obawami czy myślami. Coraz częściej nie potrafię uspokoić swojego sercam które niczym rozszalałe zwierze galopuje w mojej piersi. Czuję coraz mocniej, że wszystko mi sie wymyka z rąk, wymyka mi się pomiędzy palcami u moich coraz to silniej drżących dłoni.

Gdzieś we mnie tlą się jeszcze resztki nadziei. Jednak one z dnia na dzień przygasają, Chciałem walczyć, miotać się jak ryba w sieci ale im bardziej to czynie tym mniej we mnie spokoju a więcej łez w oczach. Zaczyna brakować mi sił. Czuję się szalenie samotny ale nie mam o to do nikogo pretensji. Sam sobie jestem winien. Wszystkich znajomych, tych , którzy chcieli być wazni w moim życiu odepchnąłem. Teraz dzieje sie to samo. Są osoby, które, z tego co mówią, chcą być w moim życiu obecne i mi pomocne. Cieszę się z tego ale nie moge, nie potrafię im w to uwierzyć. Choć bardzo się staram to rany które otrzymałem od nich są bardzo głębokie i wiele wody upłynie choć się odrobinę zabliźnią. Pytanie tylko czy im starczy cierpliwości do mnie? Mam nadzieję, że tak, Inaczej koło życia zatoczy ponownie krąg.

Z dnia na dzień jestem coraz słabszy. Coraz bardziej robie sie obojętny na praktycznie wszystko. Wiem, że tak nie powinno być ale ciężko mi samemu walczyć. Bym był nie fair gdybym nie wspomniał o tym, że jest osoba, która próbuje mnie wspierać, stara sie jak może. Wiem, widzę to, czuję to ale niedawno ta osoba wbiła mi nóż w plecy co piecze do dziś. Chcę jej wybaczyć, chcę zapomieć, próbuje... ale rana jest jeszcze zbyt świerza i ból siedzący we mnie jest jeszcze silniejszy. Pisałem ostatnio , że ze zdrowiem jest do bani... jest tak nadal ale mam wolę walki w sobie i te walkę wygram. Chyba, że znowu ta osoba mi nóż wbije gwałtownie lub też powoli, sukcesywnie będzie go wbijać swoim postępowaniem w pewnych sprawach, w moje plecy. Kiedy to zrobi... poddam się.

Jestem dziwny. Jest po północy a ja siedzę, piszę, w sercu i duszy modlę się za wszytkich, którcyh znam. Szczególnie modle się, i proszę Boga o szczęście, zdrowie i brak trosk  o osoby, która chce mi pomóc a której nie potrafię, póki co zaufać.(ale to się zmieni z czasem o ile nie wyjdzie nic nowego)

Proszę Cię Panie Boże jeśli ona ma być szczęśliwa i radosna a kosztem tego jest moje zdrowie i życie to jestem gotów. Tu teraz w każdej chwili zawołaj mnie do siebie a stanę u Twych bram. Jednak ostrzegam, że rozliczę Cię z tego...

Póki co kładę się spać by uspokoić swoje skołatane serce. Może jednak uda się zdrzemnąć choć chwile.

Pytanie tylko czy rano się obudzę?

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328829058,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ehhh życie...

poniedziałek, 28 lutego 2011 6:02

Prawdopodobnie koszmary przeszłości powracają...
Wizyta kilkudniowa w domu przeplatana wyjazdami do Warszawy. Badania, nerwy i wygląda na to, że sezon 2 moich bojów z chorobą czas zacząć. Jednak i tym razem się nie poddam. Nie ja...

Ostatnio poznalem sympatyczna niewiastę... Niby jest fajnie i wogóle ale ona woli chyba bardziej spędzać czas ze swoim telefonem niz ze mną. Jak jesteśmy razem ona wysyla 5 do 10 smsów w ciągu 2 godzin do... i to jest najciekawsze ,...do niego. Nie wiem jak go nazwać... Kolega.... koledze nie pisze się pewnych rzeczy... przyjaciel... hmmm może i tak ale przyjacielowi nadal sie nie pisze niektórych słów... kochanek... hmmm chyba raczej nie  (nie mam pewnosci)... Jednak zastanawia to, ze wszystko co robi jest poprzedzone sprawdzeniem telefonu i zawartości skrzynki odbiorczej.

Najgorsze jest to, że ukrywa to wszystko myslac, że nie widzę a ja widze bardzo dokładnie... Ostatnio poszła ze słowami: Muszę coś sprawdzić w lodówce - i poszła zrobić to zabierając telefon. A ja zobaczylem, ze wyjęła sos czosnkowo miodowy i napisala smsa. Poczułem się jak osioł...(sos kupila nie dalej jak tydzien temu a nie zużywa się go szybko) Poczułem się bardzo źle i tak się czuje do teraz.... Spać nie można, w głowie kotłuje sie milion myśli i wszystkie mówią mi, że nie jest dobrze, że zaczynam byc chyba spychany na margines. A może ona po prostu chce, próbuje mi pokazać gdzie jest moje miejsce w szeregu? I nie jest ono najlepsze bo nawet z komórką przegrywam...

Jedno jest pewne. Tak dalej być nie może. Coś z tym zrobie i to całkiem szybko bo wykończę się nerwowo a teraz nerwy muszę jednak mieć na wodzy bo czeka mnie kolejne starcie walki o życie. I potrzeba mi wsparcia a nie oszustw...

Cóż mogę wam napisać więcej... Tylko tyle, że będę walczył o zdrowie. Ale widzę, że wsparcia mieć nie będę , Chyba że tamten gość od smsow jest naprawde zajebisty i może ja do niego napisze? Może on mnie podniesie na duchu gdy z każdej strony życie kopie mnie i tak już leżącego? Może faktycznie on jest szczęściarzem że ją ma? Chciałbym przestać się tym zadręczać ale nie potrafie... to boli... a koło życia zatacza krąg...

Mam nadzieję, że będę miał jeszcze wiele wpisów tutaj bo mam zamiar informować was na bieżąco o sytuacji na linii frątu między mną a tym co mnie psuje od środka...

Zastanawiam się też nad słowem kocham...  chyba ciężko będzie mi kiedykolwiek je jeszcze wypowiedzieć.

Póki co życzę wam miłego dnia bo właśnie za moim oknem budzi się kolejny dzień... Zapewne będzie cudowny gdyż mam zamiar sie cieszyć nim jakby był moim ostatnim :)

Do przeczytania...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328816100,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Raz na wozie... a ja ciągle pod... radiowozem.

poniedziałek, 06 września 2010 21:12
Od pierwszego września tego roku mam lekkiego pecha ale jakos z większości sytuacji wychodzę bez większych szkód. Jadę sobie spokojnie samochodem a tu mi jakiś "niebieski" macha lizakem. Staję spokojnie na poboczu myśląc, że rutynowa kontrola. Podchodzi pan policjant i gada coś. Nie slysze go. Okazuje sie ze gada przez komórkę. Po skonczeniu rozmowy mowi do mnie:
- Co wyprzedza się na podwójnej ciągłej?
Zdębiałem bo nikogo nie wyprzedzałem.
- Ale przecież ja nikogo nie wyprzedzałem. - powiedziałem z nieśmiałością, rozglądając się za pojazdem widmo którego to wyprzedzać miałem. W promieniu wzroku nic nie jechało.
- Za cos takiego jest 500 zł i 5 pkt . Przyjmuje pan mandat?
- Cóż nie wygram. - pomyślałem.
- A taniej się nie da panie władzo? - spytałem prosząco.
- Ile pan ma punktów na koncie?
- Z tego co pamietam cztery będą. Nie zdążyłem wymienić na nagrody. - ugryzłem się w język i spojrzałem na policjanta. Uśmiechnął się.
- Zapraszam do kolegi do radiowozu.
Wyszedłem i grzecznie poszedłem. Nawet mi drzwi otworzył.
- E no full wypas kultura w drogówce - pomyślałem i wsiadłem.
W środku siedział kolejny policjant. Wydawał sie sympatyczny.
Ten na zewnątrz powiedział.
- Temu panu 200 zł bez punktów. Wygrzebiesz jakiś paragraf.
Zdębiałem. Za nic odjeli mi punkty. Cóż skoro za nic je miałem dostać to i za nic odjąć mogli.
Policjant w środku otworzył notesik. Naskrobał w nim coś z mojego prawa jazdy.
- Imie ojca? - spytał
- A to jego chcecie ukarać? - spytałem udając zdziwienie - Super, bynajmniej zaoszczedze.
- O prosze jaki dowcipny. Takie wymagania.
Odpowiedziałem więc grzecznie.
- Spokojnie o numer buta ani wymiar kołnierzyka pytać nie będę - tym razem policjant zażartował.
- Ufff to dobrze, bo o ile buta nr bym znalazł, choć wolał bym go tu nie zdejmować i pan też by wolał, to kołnierzyka numeru nie znam. Zawsze kupuje te dobre. - odgryzłem się
Chyba złapał dowcip bo się zaśmiał.
- To ile to miało być? - spytał.
- Stówka - powiedziałem pewien siebie.
- A mi sie wydawało , że dwieście bez punktów.
Robiło się ciekawie...
- Oj tam - powiedziałem - Pana kolega mi dał rabat to i pan może nie?
- Rabat? On był tylko łagodny.
- Pan posłucha. Czy jak pan obnizy o 100 zł mandat to straci Pan coś?
- No niby nic.
- Tak wiec pan widzi. Jak pan zgarnie ode mnie 100 zł wiecej to pan nic nie zyska. Napcha pan tylko kabzę urzedasom, którzy i tak nie przeznaczą tego na drogi czy lepsze warunki pracy dla pana tylko na swoje nagrody. Tak więc skoro pan nic nie traci a ja trace wiecej to nie dajmy się zwariować i nie dajmy wiecej temu który i tak da nam mniej, bo wiecej weźmie dla siebie. Dlatego skoro pan nic nie traci to co panu szkodzi dać mi wiecej tego by mniej tamci mieli?
Na jego twarzy było widać skupienie. Myślał przez chwilę. Ja się zastanawiałem co powiedziałem i o co mi wogóle chodziło.
W końcu wypisał na mandacie 100 zł. W miejscu na punkty postawił krechę aż miło.
- Proszę i niech pan idzie bo sie zdenerwuje i zmienie zdanie.
Wysiadłem odwróciłem sie i podziękowałem za wyrozumiałość.
- Dobra już dobra. Idź pan i już nie przechodź przez ulicę w miejscach do tego niedozwolonych.
Wsiadłem do swojego samochodu. Obejrzałem mandat. Czułem się jak łoś na rykowisku. Trzymałem w dłoniach mandat za prawidłową jazdę i cieszyłem się ze dostałem tylko taki... Paranoja... 


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6375294,trackback

komentarze (17) | dodaj komentarz

Zyję i jest nieźle...

poniedziałek, 03 maja 2010 22:40
Żyję i jest nieźle. Niestety w wirze nowej pracy brak kompletnie mi czasu na inne przyjemności. Szkoda. Chwilowo brak mnie w radiu. Ale zwracam uwagę na słowo chwilowo. Jednak zacznijmy od początku.
Pracę dostałem w tej firmie w której przy wyjściu uderzyłem się w palca. Jak potem się dowiedziałem, moja gadatliwość i umiejętność wybrnięcia z sytuacji zadecydowała o wyborze mojej osoby z pośród blisko 50 kandydatów. Nie małe znaczenie miały też moje umiejętności oczywiście.
Pracuje mi się naprawde super choć po pierwszym tygodniu miałem ochotę zrezygnować. Jakoś było mi ciężko ale jednak dałem radę. Ludzie naprawde cudowni, zarobki całkiem niezłe choć dopiero po okresie próbnym, który mi sie kończy pod koniec maja. Póki co wiąże koniec z końcem ale nic nie zostaje.
Będąc na badaniach lekarskich dostałem wskazanie by nosić okulary. Firma je zrefunduje ale dopiero po okresie próbnym. Tak więć narazie dekielków brak na moim nosie.
Co po za tym? Uśmiecham się i jestem szczęśliwy... Brak mi tylko przyjaciół, których jak zawsze zaniedbałem ale niestety tak to bywa z moją pracą.
Nowe miasto mnie fascynuje. Szkoda ze nie zabrałem z domu aparatu ale to nadrobie w najbliższej przyszłości. Na pewno wrzucę wtedy tu jakieś fotki. Do pracy jeżdżę komunikacją miejską. Zawsze to taniej jak samochodem. Zresztą jadąc autobusem, wracają wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to stojąć na przystanku człowiek się zastanawiał jaki autobus przyjedzie: zwykły(jelcz) czy może super nowoczesny "przegubowiec" (ikarus)... Ach te wspomnienia.

Narazie tyle... Odezwę się jak najszybciej. A do radia wrócę na pewno w maju bo mnie nosi... Którego radia? Dowiecie się niedługo!


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5859004,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Co z tym pechem?

czwartek, 04 lutego 2010 9:59
No właśnie co? Ostatni poniedziałek, mimo swojego niewątpliwego uroku, był jakiś pechowy. Miałem umówione dwa spotkania w sprawie pracy i na obydwóch coś zmalowałem. Do tego inne dziwne przypadki. Czyżbym był pechowcem?
Mianowicie na pierwszym spotkaniu miła pani sekretarka poczęstowała mnie kawą. Dobra była ta kawa tylko oblałem sobie nią koszulę. I to przed spotkaniem! Siara na całego. Zamaskowałem plamę szalikiem który miałem owinięty wokół szyi i wytłumaczyłem się mówiąc, że akurat jestem podziębiony i dbam o gardło. Zostało to przyjęte bardzo dobrze na szczęście i rozmowa była owocna.
Po tej rozmowie szybko do lokalu gdzie chwilowo zamieszkałem. Szybko się przebrałem i na następną rozmowę. Jadąc na kolejne spotkanie zauważyłem, że w samochodzie zaczyna szumieć mi łożysko. Swoje już wysłużyło ale czemu akurat teraz?? Tak więc dojechałem na kolejną rozmowę. Przyszedł miły pan a z nim jeszcze milsza pani i zaczęło się.... Rozmowa o wszystkim i o niczym. Trochę śmiechu, trochę powagi i jakoś tak minęło.Pytali nawet o sporty ekstremalne, czy je uprawiam. Odpowiedziałem, że oczywiście nie.  Po rozmowie miła pani odprowadziła mnie do drzwi. Ubrałem się i już miałem wychodzić gdy na płytkach lekko posypanych śniegiem poślizgnąłem się. Wykonałem coś na kształt telemarku ale nie upadłem. Natomiast palcami u nogi przyłożyłem z całym impetem w kant ściany. Przez moment w oczach mi pociemniało. Miła pani spytała czy nic mi się nie stało na co odpowiedziałem, że nie i, że to tyle w temacie jeśli chodzi o sporty ekstremalne. Roześmiała się. Ja poszedłem.
Udając się do mieszkania za wszelką cenę chciałem uniknąć kobiety z naprzeciwka. To był, może nie warunek, ale prośba i nadzieja osoby, która mi to mieszkanie użyczyła, że jej sąsiadki nie spotkam. I wiecie pół niedzieli się to udawało i prawie cały poniedziałek. Niestety ostatni raz udając się do mieszkania wsiadając do windy trafiłem na kobietę. Pomyślałem, że blok ma 15 pieter więc luz. No i co? No i kurza stopa okazało się, że do windy władowałem się z niechcianą sąsiadką. Jej wzrok i wygląd mówiły mi, że jest księdzem proboszczem tego bloku i za chwile może dojść do spowiedzi. Ale w ostateczności "olałem" sprawę.
Pozostaje mi podziękować bardzo ale to bardzo osobie, która mi użyczyła mieszkanko na te dwa dni. No i pozostaje czekać na wyniki rozmów.
Co do mojego palca u nogi to zrobił się sino zielony i pobolewa. Trzeba iść do lekarza. Dziś idę.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5452855,trackback

komentarze (11) | dodaj komentarz

Śnieg za oknem a we mnie zima...

środa, 27 stycznia 2010 9:16
Czyż za oknem nie jest pięknie? Majestatycznie opadające płatki śniegu sprawiają, że świat nabiera jakiejś takiej magii. Magii, która jakimś czarodziejskim sposobem sprawia, że wszystko wydaje się takie klarowne i jasne. Jednak to tylko pozory...
Od dłuższego czasu nie wracam do domu z radością. Od dłuższego czasu najchętniej nie wracał bym do domu. Nie mogę się w ogóle zrozumieć z rodzicami. Nieporozumienia, spięcia i zwady urosły już do tego poziomu, że często boli mnie brzuch. Nie śpię po nocach. Po prostu próbuje spać a nie mogę. Jeśli już uda mi się zdrzemnąć to częstotliwość pobudek jest na tyle wysoka, że spokojnie mogę powiedzieć iż nie spałem. Ostatnio jest już lepiej. Zacząłem czynić istotne kroki by zmienić wszystko w swoim życiu. Więcej nie powiem. Jak się uda to się pochwalę, jak nie to będę walczył dalej. Nie poddam się...
Wczoraj jednak miała miejsce sytuacja już kompletnie niefajna. Siedziałem w biurze. Gadałem z szefem. Popatrzył na mnie i stwierdził, że jestem blady jak ściana. Wstałem by zrobić sobie kawę i o mało co nie padłem na podłodze. Normalnie nie miałem sił utrzymać się na nogach a całe biuro wirowało. Szef to zauważył i wziął mnie pod ramie. Zaprowadził do takiego pokoju socjalnego gdzie można się położyć. Kazał się kłaść i odpoczywać. Zabronił wstawać póki się nie polepszy. Tak też zrobiłem i mi się chyba nawet przysnęło.
Zajęło mi to coś koło godziny. Poczułem się lepiej. Kawa też trochę pomogła. Wróciłem do normalnego funkcjonowania. Popatrzyłem na telefony... Ktoś się dobijał do mnie...
Wiecie, ta sprawa z odpoczynkiem w pracy jakoś mi naprawdę pomogła bo praktycznie cały pozostały czas dnia czułem się bardzo dobrze z małym wyjątkiem ale już nie fizycznym.
Mianowicie po 16 zadzwoniła do mnie osoba, której zdanie i opinia jest bardzo istotna dla mnie. Opowiedziałem co mi się przytrafiło w pracy i dlatego nie odbierałem telefonów. W zamian usłyszałem..."Myślisz, że Ci uwierzę?". Wiecie jestem odporny, staram się być odporny ale to zdanie zabolało. Ubodło mnie i zraniło. Przez kilka chwil było mi przykro. Jednak wytłumaczyłem sobie to, że nie każdy ma dobry humor gdy się tego chce. Co prawda oczekiwałem jakiegoś miłego słowa wsparcia a dostałem małego kuksańca, który zabolał. Ale po kilkunastu minutach zapomniałem o tym. Nie było to ważne.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5418974,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Takie tam

piątek, 22 stycznia 2010 10:45
Na początku dziękuję wszystkim za głosy oddane smsowo. Wspierając mój blog wsparliście akcje charytatywną. Dużo głosów nie było ale nie o to chodziło. Nie interesowała mnie wygrana bo nie po to pisze tutaj. Jeszcze raz dziękuje.

Co u mnie? Ostatnio można powiedzieć, że trochę się pozmieniało. Dzięki jednej osobie dostałem jakiegoś takiego dopalacza w życiu. Postanowiłem bardzo wiele zmienić i uparcie dążę do realizacji moich postanowień i marzeń. Rozpocząłem silne poszukiwania innej niż obecna pracy. Innej w sensie gdzie indziej. Dziennie rozsyłam kilka CV i odzew, można powiedzieć nar azie, jest znikomy choć się nie poddaje. Uparcie dążę do realizacji moich zamierzeń. W staram się dotrzymywać obietnic choć to czasem wymaga wielu wyrzeczeń. Nie narzekam jednak.
Dziwną rzeczą jest to, że jak człowiek na coś czeka to czas płynie niemiłosiernie wolno. Natomiast jeśli już przychodzi pora na którą się czekało, to dziwnym zbiegiem okoliczności ten sam czas przyśpiesza tak, że człowiek nie może się nadziwić, że to już po wszystkim.
Mam ochotę odpocząć. Wyjechać gdzieś w świat. I tak też zrobię. Na pewno zrobię tak w lutym. Pojadę sobie gdzieś. Zostawię wszystkie problemy w domu, odpocznę i będę się cieszył.
Po za tym nic ciekawego o czym mogę napisać się u mnie nie wydarzyło. Kilka zdarzeń owszem było ale obiecałem, że nie wspomnę o tym tutaj toteż słowa dotrzymam. Nie przejmujcie się jednak. Te zdarzenia to bardzo miłe rzeczy. Więcej nie zdradzę :)


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5397454,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  76 276 (wersja testowa)

Ulubione strony

Galerie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Chcesz wiedzieć to napisz:
GG: 11108043

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.02.2012 12:49:54
  • autor: gligalmerpi
  • treść: Szukalam ciekawostek...

Statystyki

Odwiedziny: 76276
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 173
  • komentarze: 749
Galerie
  • liczba zdjęć: 18
  • komentarze: 40
Księga gości: 81
Bloog istnieje od: 1800 dni

Lubię to